Nowy zeszyt, nowy pomysł i nowe nadzieje. Niestety, z tego książka jeszcze nie powstanie. Mam wrażenie, że jak dotąd nikomu się nie udało. Nie wiem, czy ktoś to jeszcze wchodzi i czeka na nowe wieści z mojego pisania. Twórczy zapał pomieszał się gdzieś z męczącą rzeczywistością, w której największym problemem nie jest już matura, a brak czasu. Wydawałoby się, że do pisania wystarczy wena twórcza. Co jednak, gdy zabija ją codzienność, monotonia i zniechęcenie do wszystkiego? Mam w głowie wiele planów, które nadawałyby się na świetną książką. Mało tego, jako dziennikarz wzbogaciłem swój warsztat w pisaniu. Pojawiły się jednak wątpliwości. Napisanie książki, powieści, jest tak samo trudne jak zwykła egzystencja. Może i przesadzam i jest to coś w rodzaju użalania się nad sobą, ale żeby dodać lekką nutkę optymizmu przypomnę, że kupiłem ten cholerny nowy zeszyt, nowy długopis i liczę na to, że nastąpi przełom. W końcu zeszyt kosztował mnie 7 złotych, a długopisy gdzieś około trójki, więc coś powinno z tego wyniknąć. Czy teraz okaże się, że wydana pospolita “dycha” jest początkiem nowej cudwonej historii w moim życiu? To dopiero byłby materiał na książkę! Moi drodzi, nie poddałem się i nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Nie będę obiecywał kolejnych postów na blogu, bo ten pojawił się spontanicznie. Kiedy budziłem się rano nie pamiętałem o tym, że opowiadałem Wam swoją historię.
Piszcie. Dlaczego? Bo nikt za Was nie spełni tych wszystkich marzeń….
Pozdrawiam

Oj tak, szara rzeczywistość przytłacza niemiłosiernie… Moje pół “książki” czeka gdzieś tam na półce, zakurzone i zapomniane… ale czy napewno zapomniane? Nadal rzeźbię, spełniam marzenia, ale bohaterowie mojej powieści krzyczą w osamotnieniu, a ostatnio coraz ciężej mi te krzyki ignorować. Już nie czas jest u mnie głównym wrogiem, ale zmiany, jakie się we mnie dokonały. Człowieczek dorósł, zanurzył się w owej szarej rzeczywistości i stracił trochę kolorów. Pisanie wydaje się być marnowaniem czasu i nie ważne, że się to kocha. Teraz ważna jest przyszłość, a najgorsze, że przyszłość materialna, finansowa… taka pusta. Człowiek dorosły traci nadzieję na wyjątkowe życie, zaczyna akceptować, to co każdy przed nim już zaakceptował – stabilną monotonię.
Ale hej! Jestem artystką. Nie ze mną takie numery. Nikt nie wierzył, że będę sprzedawać moje rzeźby, a tu proszę, dopięłam swego. Być może zdmuchnę kiedyś kurz z powieści, która tak wiele mi dała szczęścia i ponownie zaprzyjaźnię się ze swoimi bohaterami.
Cześć! Podoba mi się Twój wpis. Wydaje mi się, że byłem w podobnej sytuacji. Kiedyś bardzo lubiłem pisać i wydaje mi się, że miałem niezły talent. Swojego czasu zostałem wyróżniony w dwóch konkursach poetyckich. Niestety od dłuższego czasu nic mi nie wychodzi i miewam nawet problem z prowadzeniem głupiego bloga. Od pewnego czasu nic nie napisałem – kiedyś mnie to martwiło, zastanawiałem się – “nic już więcej nie napiszę
!”. Ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę z tego, że natchnienie (o ile coś takiego istnieje) przychodzi falami. Teraz nie mam pomysłów, nie wiem, co napisać choćby na swojej stronie, ale myślę, że kiedyś się obudzę i będę miał świetny pomysł. Staram się więc tym nie zadręczać. Pozdrawiam i powodzenia.
Zdecydowanie się zgadzam! Natchnienia nie da się w sobie wymusić!
Ach, znam to, znam. Cholernie ciężka sprawa. Również mam dużo pomysłów, te najciekawsze,które pojawiają się po raz pierwszy w mojej głowie – spisuję. Może kiedyś do nich wrócę. A jeśli już zaczynam – kończę po miesiący pisania. Co tak naprawdę nie daje żadnej mobilizacji do ponownego chwycenia za długopis.
Pozdrawiam i życzę aby los się w końcu odmienił.